Bardzo podoba mi się to określenie i sformułowanie “jesteśmy noszeniakami”. Cóż to oznacza? Ano ni mniej ni więcej niż to, że jesteśmy istotami, których podstawową potrzebą oprócz jedzenia czy spania jest bliskość. Dotyk jest niezwykle istotny w rozwoju małego człowieka, a liczba połączeń między neuronami, która się tworzy przy dotykaniu, może stanowić o inteligencji niemowlaka!
Czy można dziecko rozpieścić noszeniem go, czy wychowuje się małego tyrana biorąc go na ręce za każdym razem, kiedy zapłacze, jak wpływa na rozwój mózgu tzw. zimny chów , co i jak kombinuje półroczne dziecko, czy tylko matka się liczy w wychowywaniu i co nam funduje życie w nuklearnych rodzinach można przeczytać w wywiadzie z dr Evelin Kirkilionis , etolożką, która swoje życie naukowe poświęciła tym zagadnieniom. Gorąco zachęcam do lektury!
Uwielbiam czytać Twoje wpisy!!! Bardzo mi pomagają
CIeszę sie bardzo!
Parę lat temu pojawiła się w Polsce książka „Wojny dziecięce” Robina Bakera i Elizabeth Oram, w której kwestia noszenia i w ogóle bliskości niemowlęcia była ciekawie omówiona z punktu widzenia biologii ewolucyjnej. Może trochę hardcorowe dla mam, które nie wierzą, że przodkami ich małpek były inne małpki człekokształtne, ale pożyczałem książkę paru świeżo upieczonym rodzicom i byli zachwyceni. O książce wspomniałem w starym wpisie http://szescstopni.wordpress.com/2010/05/07/frustracja-czytacza/
Wojny dziecięce to świetna książka, polecam!